piątek, 20 lutego 2015

W 14 tygodni ku lepszej domowej organizacji

Po okresie jesiennego przesilenia i permanentnego przemęczenia I trymestru, ogarnął mnie wyczekiwany syndrom wicia gniazda. Nie to, żebym teraz, jako ciężarna mama rocznej Iskierki chodziła wiecznie wypoczęta i tryskająca energią... ALE znajduję w sobie niespożyte siły na... obmyślanie:) Wszystkiego. W najdrobniejszych szczegółach. I, jak można się było spodziewać, bywa że ogarnia mnie niepokój. Jak ja sobie poradzę sama z dwójką takich niedorosłych dziewczyn!? To znaczy, że j a k o ś sobie poradzę wątpliwosci nie mam - niby jakie mam teraz wyjście, hę?;) Niepokoi mnie jednak perspektywa, że naprawdę trzeba będzie zrezygnować z przesiadywania nocami przed komputerem, idąc w zamian spać o przyzwoitej porze. Drzemek I. już pewnie więcej nie wykorzystam na spokojną prasówkę i zjedzenie II śniadania. Najbardziej zaś martwi mnie to, jak będzie wyglądało nasze mieszkanie i czy wystarczy mi czasu i sił na domowe obowiązki (powiedzmy sobie szczerze - już teraz bywa z tym różnie). Dlatego, mimo że turkusowe gniazdo na pozór uwite - ja o b m y ś l a m. I wiję, tyle że już gdzie indziej:)


14 weeks to  better home organization project

Krytyczna wycieczka po mieszkaniu uświadomiła mi, że przez ostatni rok, a szczególnie przez ostatnich kilka miesięcy, nazbierało mi się w szafach i zakamarkach sporo bałaganu. To nie pomaga w utrzymaniu porządku 'na zewnątrz'. Jeśli teraz nie rozprawię się z tymi zaniedbaniami, to za pół roku z pewnością nie będzie mi łatwiej. Nie będzie też łatwiej mężowi oraz tym kilku nieszczęśnikom, którzy mam nadzieję wpadną czasem trochę mnie odciążyć, odnaleźć się w takim bałaganie. Bo co z tego że JA wiem, gdzie leżą zapałki, albo klamerki?? Jeśli nie chcę - zamiast drzemać - pełnić roli domowego GPS-a, muszę wszystko zawczasu uporządkować i zorganizować tak, żeby nawet każdy facet się połapał;)

To nie tylko moje wstydliwe sekrety skrywane na co dzień za szczelnie zamkniętymi drzwiami. Tak się kończą próby zrobienia wszystkiego na raz! Dlatego o b m y ś l i ł a m - a jakże - PLAN:) Na czym polega?

14-tygodniowy plan lepszego zorganizowania i uporządkowania całego mieszkania.


Wyznaczyłam deadline.


Do końca maja (właściwie wyznaczyła go dla mnie J. ;)) zamierzam uporać się kolejno z kuchnią, pokojami i łazienką.

Zidentyfikowałam słabe punkty. 


W każdym z pomieszczeń większość z nas może określić miejsce, w którym bałagan narasta najszybciej (krzesło w sypialni? szuflada w przedpokoju?). Znając najsłabsze strony naszego mieszkania, łatwiej było mi ustalić (i spisać!) dokładnie co chciałabym osiągnąć. 
Na przykład: porządek w szufladach pod monitorem (jeszcze nie tak dawno temu, szufladki sprawowały się świetnie, teraz służą za podręczny schowek na wszystkie drobiazgi, które trafiły lub trafić mogą w niepowołane łapki I.); zorganizowaną chłodziarkę (odkąd przeprowadziliśmy się z naszej rozkosznie wielkiej lodówki do nowej - zabudowanej, mamy problem nie tylko z pomieszczeniem się w niej, ale przede wszystkim z niedopuszczaniem do psucia się zapasów - nie znoszę wyrzucać jedzenia!:(

Plan minimum & plan optimum.


Każdy cel rozpisałam w dwóch wersjach.

Plan minimum - to przede wszystkim porządek i dobra organizacja osiągnięta z pomocą środków i narzędzi, które mogę znaleźć w domu. Np. opakowania po owocach, zamiast nowych koszyczków. W tej opcji staram się nie przejmować tym, jak szafa się 'prezentuje'. Liczy się tylko to, żeby każdy przedmiot miał swoje miejsce. Żeby to miejsce było stałe, wygodne i łatwe do odnalezienia dla wszystkich i wszystkim znane. Taki plan sprawdza się szczególnie dobrze w nowo urządzanych miejscach - zanim jeszcze zdążymy określić nasze przyzwyczajenia, a przedmioty wciąż szukają swoich idealnych adresów. Mamy szansę przetestować wymyślone rozwiązania, zanim jeszcze wydamy fortunę na gadżety.

Plan optimum - pozwala rozwinąć skrzydła. Oczywiście staram się wyszukiwać takie rozwiązania, które nie zrujnują naszego domowego budżetu. Pozwalam w nim sobie jednak na stworzenie niewielkich list zakupów. Dobrane koszyczki czy kawałek kolorowego papieru potrafią zdziałać cuda, a w ładnie wyglądającej szufladzie, większy żal narobić bałaganu;) Chociaż z oczywistych powodów chciałabym we wszystkich zakamarkach wprowadzać od razu te upiększone wersje, zdaję sobie sprawę, że realizacja może się nieco odwlec w czasie. Spokojnie. Jeśli będzie trzeba - poczekam:)

Miara, długopis i notatnik.


Każdą szufladę, szafkę i półkę dokładnie zmierzyłam. Jeśli to konieczne, sprawdziłam też wymiary sprzętów, dla których muszę znaleźć odpowiednie miejsce. Wyniki spisałam w notatniku (mogłabym też w telefonie, na kartce w portfelu etc.). Następnie zaczęłam dokładnie planować każdy centymetr. Rozrysowywałam szufladę po szufladzie! Może się to wydawać przesadą, jednak dzięki temu wiem dokładnie co chcę kupić i co będę trzymać w każdym nowym koszyku czy butelce. Moje zakupy nie będą impulsywne ani nietrafione. Mogę z większą precyzją polować na okazje, albo planować zakupy przez internet, optymalizując koszty przesyłki;)


Na koniec - co rozumiem pod określeniem 'dobra organizacja'? Otóż dla mnie dobra organizacja to taka, która uwzględnia i adaptuje nasze nawyki, zamiast na siłę je zmieniać. Moim zdaniem pomysł, który opiera się na zmuszaniu nas (i naszych Bogu ducha winnych bliskich!) do zmiany przyzwyczajeń i to najczęściej wielu jednocześnie,jest z definicji skazany na porażkę.

Prawdopodobnie okaże się, że zadania, które rozplanowałam w czasie na całe tygodnie, można by z powodzeniem wykonać w kilka dni. Jasne! Ale nie przy małym dziecku. Zamierzam sobie pomóc, a nie doprowadzić na skraj wytrzymałości;) Dlatego zadania są niewielkie. Zamiast wyrzucać całą zawartość wszystkich kuchennych schowków i układać na nowo przez kolejny tydzień, wolę opanowywać szafkę po szafce. Zajmie mi to godzinę w tygodniu, zamiast całego dnia - i o to właśnie chodzi! Rozsądnie dozowany wysiłek i poczucie satysfakcji płynące z 'zaliczania' kolejnych punktów - to mój przebiegły podstęp motywacyjny:)


Czy to dobry plan okaże się za... czternaście tygodni;) Czy mi się uda? A może jednak to naprawdę nie będzie takie proste? Trzymajcie kciuki za moją determinację. A może ktoś z Was się do mnie przyłączy?:)

Do tej pory uporządkowane zostały:

#1 szafka pod zlewozmywakiem
#2 lodówka
#3 utensylia i kuchenne drobiazgi
#4 spiżarnia
#5 craft-szuflada



Pozdrawiam

12 komentarzy:

  1. Podziwiam za zapał i profesjonalne podejście do tematu. Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Kciuki się przydadzą z pewnością!

      Usuń
  2. Trzymam kciuki! Na pewno się uda :)
    U mnie syndrom wicia gniazda objawił się dopiero niedawno, gdy dotarło do mnie, że za niedługo we wszystkie zakamarki zajrzy czworakujący synek ;)
    Szuflady i szafki w kuchni już ogarnęłam. Teraz czas na tworzenie przestrzeni przy zlewie i zmywarce :) Pomysł z mierzeniem i zapisywaniem w notesie faktycznie jest dobry - ja tak po nocy mierzyłam wszystkie wolne przestrzenie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie właśnie szafka zlewozmywakowa poszła na pierwszy ogień, więc zapraszam wkrótce!:) A to, że najlepsze pomysły wpadają po nocach to jest fakt potwierdzony naukowo;) pozdrawiam!

      Usuń
    2. Już nie mogę się doczekać :) Wasze remontowe historie "śledzę" od dawna z ogromną ciekawością. Czasem żałuję, że mąż nie lubi remontów. U mnie w rodzinie to kobiety są motorem działań ;)

      Usuń
  3. Jesteś prawdziwie perfekcyjną panią domu :) serio! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się dopiero okaże pod koniec maja;)

      Usuń
    2. Ja już to widzę :) nie tylko po tym poście :)

      Usuń

Naprawdę doceniam to, że postanowiłeś poświęcić mi swoją uwagę i pozostawić po sobie parę słów. Szanuję Twój czas i dlatego zdecydowałam nie utrudniać Ci dodatkowo komentowania rezygnując z haseł obrazkowych i moderacji. W zamian proszę:
1. nie przeklinaj
2. nie obrażaj
3. nie reklamuj
Ufam, że nie zawiedziesz mojego zaufania.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...