Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życie po życiu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życie po życiu. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 marca 2015

Prasowanie w stylu VINTAGE #2

Pisałam niedawno, a właściwie bezceremonialnie chwaliłam się nową-starą zdobyczą. Drewniana deska do prasowania była jednym z moich malutkich wnętrzarskich marzeń i nadal nie mogę się nią nacieszyć. Czy zmieni mój stosunek do prasowania - szczerze wątpię. Ale na pewno przyjemniej będzie mi się na nią patrzyło, gdy zamiast prasować będę się wylegiwać na kanapie;) 
Dziś nareszcie krótka relacja z prac renowatorskich, a na zakończenie jeszcze mała ciekawostka;) Zapraszam!

vintage wood ironing board cover diy


wtorek, 17 lutego 2015

Prasowanie w stylu VINTAGE #1

Nienawidzę prasować. Czystą, niezmąconą, obsesyjną nienawiścią darzę moją deskę do prasowania i jej odwieczną towarzyszkę - stację parową. Dwie przyrodnie ... za przeproszeniem... siostry Kopciuszka... Podobno niektórych prasowanie relaksuje. Podobno machanie żelazkiem pozwala myślom odpłynąć na bezkresne wody wyobraźni... taaa...  Bezkresne muliste odmęty - w to uwierzę;) Żeby te czarne jak smoła myśli chociaż trochę rozgonić, rozstawiam się więc zazwyczaj wieczorami w pokoju dziennym, gdzie jednym okiem próbuję dotrzymać towarzystwa M. w bonusie dostając bajzel w "głównym" pokoju. Niestety jeszcze bardziej niż prasować nienawidzę pogniecionych rzeczy. Moja pedantyczna dusza cierpi fizyczne męki na widok pogniecionego prześcieradła albo paralitycznego T-shirta;) Szach i Mat.
Skoro zatem muszę mieszkać z tymi szkaradami pod jednym dachem, postanowiłam, że zadbam o to by chociaż przyjemniej mi się na nie patrzyło. Od jakiegoś roku polowałam na drewnianą deskę do prasowania. Co prawda miałam początkowo nienajgorszą - metalową, jednak skroplona para spływała z niej strumieniami, skutecznie niszcząc lakier na podłodze. Ponadto przerdzewiały mechanizm zaczął "puszczać" przez co deska, z uporem godnym większej sprawy, składała mi się prezycyjnie wybierając najmniej do tego odpowiednie momenty. Wyboru wśród desek drewnianych praktycznie nie ma. Powzdychać mogę co najwyżej do ich sprytnych kuzynek zza oceanu - chowanych w ścianie. Te dostępne u nas były zawsze za wielkie i za ciężkie. Aż wreszcie trafiłam na nią:


wtorek, 23 września 2014

Podróże w czasie - nasze pierwsze mieszkanie:)

Tak jak zapowiadałam w poprzednim wpisie, kontynuujemy swoistą podróż w czasie. Jako małżeństwo mamy za sobą już trzy generalne remonty. Siedem lat temu objęliśmy w posiadanie nasze pierwsze własne cztery kąty. Całe 30 m.kw. do własnej dyspozycji, które dziś chciałabym Wam po krótce przedstawić;) W tym mieszkaniu - w bloku, a w zasadzie w wieżowcu - spędziliśmy w sumie ledwie siedem miesięcy, zadając jednak kłam wszelkim niechlubnym opiniom na temat blokowisk. Życiowe zawirowania zmusiły nas do wyprowadzki zanim nawet na dobre zdążyliśmy się tam urządzić. Brakowało nam niezliczonej liczby przedmiotów od tak prozaicznych jak tłuczek do mięsa po te wielkogabarytowe, jak szafa:) Znakomitą większość sprzętów kupowaliśmy okazyjnie i nawet nie zdążyliśmy ich wszystkich jakoś ujednolicić. A jednak chyba nikogo nie zdziwię, przyznając, że darzę to mieszkanie ogromnym sentymentem.

poniedziałek, 15 września 2014

Trzy kroki do nowej kuchni - otwarte półki

Nareszcie w telegraficznym skrócie mogę zaprosić Was na odsłonę ostatniego etapu nie-remontu naszej kuchni. Wcześniej pokazywałam "spiżarnię" oraz ścianę z półwyspem. Dzisiaj centrum dowodzenia - zlewozmywak, zmywarka i piekarnik. Proszę weźcie pod uwagę, że zdjęcia przedstawiają nadal wersję beta. Ledwie zdążyłam tam trochę posprzątać, brakuje wykończeń (np. cokołów) a naczynia dopiero szukają swoich nowych miejsc. Bardzo zależało mi jednak na zamknięciu kuchennego tematu. W końcu! Jestem przekonana, że w ostatnim tygodniu przetestowaliśmy wszystkie istniejące prawa Prawa Murphy'ego i jeszcze parę nowych moglibyśmy sformułować:) Było to dla nas dziewicze doświadczenie - montowanie sprzętów do zabudowy - i oczywiście okazało się, że wybrane AGD nie może tak po prostu pasować do szwedzkich szafek:) Ostatecznie jednak zarówno meble, jak i sprzęty dały się poskromić, a my cieszymy się nową zmywarką (JUPII!!) i uczymy obsługi piekarnika:)

kitchen in progress

piątek, 29 sierpnia 2014

Trzy kroki do nowej kuchni - półwysep i zabudowa pieca co

Remont w naszej kuchni trwa już blisko dwa tygodnie. Ha! Myślałby kto, że jak kafle położyliśmy wcześniej, to teraz tylko skręcenie paru szafek... Poprzednio pokazywałam Wam najłatwiejszą część - naszą wiszącą spiżanię. Po drugim tygodniu mogę Wam jednak z dumą zaprezentować drugą ścianę. Wymaga jeszcze licznych i drobiazgowych wykończeń, jednak po zamontowaniu blatów widać nareszcie zarys efektu końcowego.

kitchen in progres

piątek, 22 sierpnia 2014

Trzy kroki do nowej kuchni - co zamiast spiżarni?

Dzisiejszy post sponsoruje litera R jak... REMONT;) Wspominałam kilka razy, że mamy w domu małą rewolucję? Budowałam napięcie, a przynajmniej starałam się:) żeby dziś podzielić się ekscytującą nowiną - nareszcie będziemy mieli kuchnię! No dobra, kuchnię mieliśmy już wcześniej, w końcu mieszkamy w kamienicy już parę lat, jednak teraz będzie to TA kuchnia - wymarzona, planowana wieczorami, wytęskniona;) 
Tak więc piszę do Was słysząc za plecami brzęczenie lodówki (tak - stoi w pokoju dziennym;)) i spoglądając na stertę kartonów, styropianu i czuwające nad wszystkim dwa koty i półroczne dziecko:)
Prace posuwają się swoim zwykłym tempem, czyli niespiesznie. Jednak zmiany nieubłaganie następują. Pierwsza ściana dumnie prezentuje się w docelowej krasie, co możecie już podziwiać na zdjęciach. Zanim przedstawię efekt końcowy (którego nie mogę się już doczekać!) pokażę Wam jak było, jak jest i jak będzie oraz zdradzę kilka nietypowych rozwiązań, które dla naszej kuchni wymyśliłam.

remont kuchni - spiżarka

poniedziałek, 5 maja 2014

Odnawianie drzwi w kamienicy

Nieskromnie muszę przyznać, że zawsze ogromnie się cieszę, widząc jakie wrażenie na gościach robią drzwi w naszym mieszkaniu. Jest mi tym milej, gdy przypomnę sobie, ile pracy włożyliśmy w ich odnowienie.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Drugie wcielenie kuchennego stołu


Był sobie stół. Stał w babcinej kuchni, przeżył kilka przeprowadzek, aż wreszcie cudem uniknął ostatniej wycieczki na wysypisko, lądując gdzieś w czeluściach piwnicy.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...