piątek, 30 maja 2014

Co na parapecie?

Od jakiegoś czasu żyjemy w dwóch domach jednocześnie. Wraz z nastaniem kalendarzowej wiosny systematycznie w maksymalnie dwutygodniowych odstępach przenosimy się całą rodziną na wieś. Oczywiście możliwość mieszkania tam, nawet za cenę długich dojazdów do pracy daje nieopisane korzyści, pozwala jak nigdy zreperować siły. Korzysta na tym także (a właściwie przede wszystkim) nasza mała Szkrabini, która bez wzlędu na pogodę spędza większość dnia na świeżym powietrzu. 

Nie da się jednak nie zauważyć, że takie ciągłe rozjazdy, pakowanie, rozpakowywanie, zakupy, gotowanie zapasów i organizowanie dwutygodniuowego ekwipunku niezbędnego dla czteromiesięcznego Bobasa, pracującego Męża, jego żony-ogrodniczki i dwóch kotów z czasem staje się wyczerpujące. Powoli tracę orientację w którym domu kończy się ryż, a w którym płyn do naczyń:)

A mimo to trzeba także znaleźć czas na zadbanie o nasze miejskie parapety. Gdy patrzę na te wszyskie cudowne sadzonki bardzo dokucza mi brak balkonu. To chyba największy, a zlekceważony przy zakupie mankament naszego mieszkania. Niemniej jednak staramy się chociaż o tą namiastkę zieleni tuż za oknem. W tym roku po raz pierwszy zdecydowałam się na pelargonie. Wprawdzie nie przepadałam za tymi kwiatami, ale gdy zobaczyłam te dorodne krzaczki o pięknych kolorach nie mogłam się oprzeć. Liczę na to, że uda mi się je jakoś przezimować. Może podpowiecie jakieś sposoby, by przetrwały cało i zdrowo do przyszłego sezonu?

Pozdrawiam

6 komentarzy:

  1. Ja lubię pelargonię i są nieodzowną ozdobą naszych balkonów każdego roku (i tego blokowego i tego wiejskiego tarasu). Roślinki łatwo przezimujesz jeśli przetrzymasz je w jakimś chłodnym miejscu (piwnicy z oknem lub chłodnego strychu). Na wiosnę wystarczy poszczepić je na nowo i kolejny sezon kwiatowy gotowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy raz usłyszałam o "przeszczpeianiu" pelargonii. No cóż... ręki do kwiatów to ja nie mam:) ale zamierzam się poprawić, także za wszelkie rady dziękuję!

      Usuń
  2. Ja się właśnie też dziś zaopatrzyłam w pokaźną ekipę pelargonii i będzie wielkie sadzenie:) Swoją drogą, właśnie mi się przypomina, jak się broniłaś przed tymi kwiatkami! A są jak dla mnie the best, bo najbardziej wytrzymałe. I jeszcze chciałam dodać, że ciągle nie mogę się napatrzeć na te przepiękne zdjęcia na blogu!! No niesamowite!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zobaczymy ile z tych moich skrzynek przetrwa. A że zdjęcia ładne...? dziękuję, ale ja to się naprawdę uczę dopiero... czasem to raczej aż wstyd publikować:)

      Usuń
  3. A ja niestety nie przepadam za tymi kwiatkami. Sąsiedzi je mają i co roku w lato mam pełno listków czerwonych na balkonie. Niestety brudzą podłogę.

    Sama na balkonie hoduję jedynie zioła bo mój dwulatek pewno wszystko by mi doszczętnie wyplewił :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ano i ja nie przepadam;) zależało mi jednak na wieloletnich i łatwych w obsłudze roślinkach. To moja pierwsza przygoda z pelargoniami, może jednak się polubimy?:)

    OdpowiedzUsuń

Naprawdę doceniam to, że postanowiłeś poświęcić mi swoją uwagę i pozostawić po sobie parę słów. Szanuję Twój czas i dlatego zdecydowałam nie utrudniać Ci dodatkowo komentowania rezygnując z haseł obrazkowych i moderacji. W zamian proszę:
1. nie przeklinaj
2. nie obrażaj
3. nie reklamuj
Ufam, że nie zawiedziesz mojego zaufania.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...